| Ci, którzy wnoszą słoneczny blask w życie innych ludzi, sami doznają jego dobrodziejstw. |
Od kiedy Igor pojawił się w moim życiu jestem szczęśliwa. Im bliżej porodu, tym bardziej byłam przekonana, że moje ciało wie jak urodzić siłami natury i że najodpowiedniejszym miejscem do tego jest mój dom. Tu miałam poczucie bezpieczeństwa i spokój, po prostu byłam u siebie. Czułam, że będzie to 15.05.07, wszystko wokół to mówiło. Wiedziałam, że poród to proces potrzebny do tego, by mój syn wyszedł z wewnątrz na zewnątrz. Rodząc najmocniej odczułam co to instynkt. Wspominam poród jak najbardziej pozytywnie. To doświadczenie mnie wzmocniło. W końcu jestem komuś tak bardzo potrzebna, mam po co wstać każdego dnia. To piękna miłość.
Aurelia Biel

Wielka Spełniona Miłość zaskoczyła nas swoją intensywnością, bogactwem smaków i .....prostotą. Decyzje odarte z wątpliwości, pragnienie bycia jeszcze bliżej, jeszcze piękniej, razem. Jaś począł się z radości, ciszy, tajemnicy i tak miał się też urodzić, w szacunku i uważności. Już kilka miesięcy przed rozwiązaniem zaplanowaliśmy poród w domu- w zaufaniu do kobiecego ciała, naturalnej fizjologii porodu i siebie nawzajem. Wewnętrzną intuicję wspierały informacje od doktor Agrawal, książki i filmy, internet. Wcześnie zadbaliśmy o pieniądze i kontakt z położną, a także moją kondycję fizyczną.
Gdy nadszedł ten ważny dzień, we własnym mieszkaniu mój mąż był gospodarzem a położna- ważnym gościem. Z ich wsparciem czułam się bezpiecznie i mogłam skupić tylko na własnym ciele, oddychaniu i, co tu ukrywać, intensywnym bólu. Jaś przyszedł na świat bez wymuszania, szarpania, nacinania czy podawania leków... Przyjęliśmy pełną odpowiedzialność za narodziny naszego synka.
Alicja Strzelecka- Lemiech
Mariusz Lemiech

Kiedy w 3 miesiącu ciąży usłyszałam o możliwości rodzenia poza szpitalem - w warunkach domowych, od razu poczułam, że tak chcę przyjąć na świat nasze dziecko. Wierzac z mężem w to, że szczęsliwe zakończenie porodu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia, naszych wyobrażeń, lęków i pragnień, przygotowywaliśmy się do porodu domowego i z radością, pełni pozytywnych myśli czekalismy na ten moment.
Gdy w nocy 7 lipca zaczął się poród, do domu przyjechała nasza położna i przyjaciel w roli douli. Przez cały czas przyjmowałam intuicyjnie najwygodniejsze pozycje, popijałam dla pokrzepienia rosół, który dodawał mi sił. Towarzyszyła mi ulubiona, spokojna muzyka i światło świeczek, nie było pośpiechu a tempo porodu dyktowało dziecko. Wszyscy wierzyliśmy ze dziecko wie, i że moje ciało też wie jak urodzić. Położna więc nie narzucała mi niczego i tylko pomagała oddychać tak by przyniosło to największą ulgę, a także pzypominała o odpoczynku pomiędzy skurczami. Chodziłam z pokoju do pokoju, siedziałam w wannie, klęczalam, kucałam a dziecko było coraz bliżej nas. Na ostatnią fazę porodu wybrałam pokój dziecka. Choć ból był jakiego przedtem nigdy nie zaznałam, przeżywanie go w ramionach męża, we własnym domu i z tak pięknego powodu był możliwy do zniesienia. Gdy maleństwo w końcu wyślizgnęło się ze mnie byłam zaskoczona, że to już! Dziewczynka! Okryłam ja flanelową pieluszką i od razu przystawiłam do piersi, nie mogąc do końca uwierzyć, że trzymam w rękach swoje dziecko! Malutka Anielka była zaciekawiona, piękna, nie płakała, mąż odciał pępowinę po jakimś czasie, kiedy przestała już pulsowac a żadne inne procedury nie były potrzebne. Siedziałyśmy przytulone do siebie a Anielka uczyła się ssać. Potem położna ją ubrała i położyła spać. Po prysznicu i kolejnej porcji rosołu czułam się najsilniejszą i najszczęśliwszą osobą na ziemi. Tego wieczora położyliśmy się w trójkę do jednego łóżka szczęsliwi, że jesteśmy już wszyscy razem, zdrowi i u siebie.
Anka Wojtkowiak-Williams

Chciałam podzielić się moją relacją z porodu:
Termin miałam na 20.go września a około 5go września pożyczyliśmy od znajomych którzy też rodzili w domu, basen do rodzenia (dmuchany ale super mocny jak się okazało )
- potem mój mąż co dzień zbierał się by przygotować w domu na parterze miejsce na basen, nadmuchać go co by sobie stał i czekał na ten wielki dzień. No ale jakoś czas leciał a basen nadal nie nadmuchany
W niedzielę 14.09 o 1.20 w nocy odeszły mi wody no i się zaczęło - ja dzwoniłam do szpitala by tam skontaktowali się z położną która akurat ma dyżur do porodów domowych, a mój mąż w ekspresowym tempie sprzątał dół i szykował basen
Po jakiejś godzinie-dwóch przyjechała jedna położna, a potem jeszcze dojechały dwie:) A mnie skurcze łapały co 2-3 minuty... jedynym moim przeciwbólowym środkiem była wtedy TENS Machine - czyli elektrody podłączone do moich pleców emitujące b. delikatnie prąd co działało trochę przeciwbólowo (albo jak placebo ) potem doszedł gaz rozweselający no i wreszcie jak się basen napełnił wodą (co trwało całe wieki) - mogłam wejść do wody.
I muszę powiedzieć że woda to najlepszy naturalny sposób na bóle porodowe, przynajmniej dla mnie. Siedziałam sobie w basenie, miałam przygaszone światło, mąż polewał mi plecy wodą a w czasie skurczy podawał gaz jak chciałam, trochę sobie podjadałam i popijałam ... między skurczami mogłam naprawdę się zrelaksować, a w czasie skurczów - no coż, mało nie rozrywałam basenu
Z wody wychodziłam tylko do toalety i raz na sprawdzenie rozwarcia. Nad ranem zaczęły się skurcze parte ale położne kazały mi nie przeć jak długo będę mogła nad tym zapanować. Miałam przeć dopiero jak nie będę w stanie oprzeć się tej potrzebie.
Niestety okazało się że woda zbyt relaksująco na mnie działała i skurcze parte pojawiały się za rzadko. Położne zasugerowały bym wyszła z wody i trochę pochodziła. Jak tylko wyszłam na ląd - wróciły porządne skurcze parte i tak jak stałam kucnęłam, mąż siadł na kanapie za mną, mogłam zaprzeć się o jego kolana i ręce - no i zaczęłam porządnie przeć. Położne rozłożyły się z całym sprzętem na podłodze, cały czas powtarzały że sobie świetnie radze, co chwilę podstawiały lusterko byśmy sami mogli widzieć postęp porodu. To było niesamowite móc widzieć czubek główki mojego dziecka a potem coraz więcej i więcej ... jak tylko główka wyszła usłyszeliśmy pierwsze kwilenie kruszynki naszej a jak tylko urodziłam ją całą, położne położyły mi ją na pierś, i badały ją jak ja ją tuliłam. Mała ryczała w niebogłosy ale to było niesamowite tak tulić ją sekundy po narodzinach Wcześniej poprosiłam położne by nie mówiły mi płci dziecka bo chciałam by mój mąż mi to powiedział, i tak się stało (choć on cały czas szukał siusiaka u małej bo wszyscy nam przepowiadali chłopca )
Po 10 minutach gdzieś urodziłam łożysko, mój mąż mógł zaraz potem przytulić Małą i tak siedzieliśmy sobie na kanapie w salonie padnięci ale przeszczęśliwi - a położne latały koło nas, dając nam jednocześnie czas na nacieszenie się maleństwem. Potem dwie z nich wysłały mnie pod prysznic, trzecia pokazała mężowi jak ubrać maleństwo, i tak oto - jakąś godzinę po porodzie leżeliśmy już całą trójka w łóżku w sypialni naszej
Po tym doświadczeniu nie wyobrażam sobie już rodzić w szpitalu. Wiem że mieliśmy wyjątkowe szczęście, że wszystko tak dobrze się potoczyło, wiem też że nie udałoby mi się to bez mojego męża który cały czas aktywnie brał udział w porodzie i dawał mi mnóstwo wsparcia. On też twierdzi że czuł się jak gospodarz, a nie gość-obserwator tylko i że to dało mu siły stanąć na wysokości zadania. Rodziliśmy we dwójkę, położne tylko nam pomagały - i to dla nas ma niesamowite znaczenie teraz, bardzo nas zbliżyło.
Wiem że poród w domu nie jest dla wszystkich, bo najważniejsze to wierzyć że wszystko będzie dobrze. Jeśli są jakieś wątpliwości to lepiej nie decydować się na taką opcję. Ja przez całą akcję porodową byłam spokojna o to że wszystko będzie dobrze ale też wiedziałam że jakby co, to karetka może przyjechać w 2 minuty a do szpitala mamy 5 minut.
I muszę dodać, że mimo pięknego porodu to i tak huśtawki nastrojów i chandry mnie nie ominęły i pierwsze 12 dni to był ciągły baby blues. Uczymy się teraz we dwoje jak radzić sobie z naszą kruszynką i jak zorganizować nasze życie wokół niej... i jest ciężko z dala od rodziny ... ale z dnia na dzień jest lepiej.
Chcieliśmy bardzo podziękować za wsparcie i pewność którą potrafiła Pani dr nam przekazać, tak że podjęliśmy tą dość kontrowersyjną decyzję o rodzeniu w domu. I mamy nadzieję że uda się na Dolnym Śląsku zmienić podejście w szpitalach do kobiet rodzących. Niedawno czytałam o konferencji którą Pani zorganizowała - trzymamy kciuki by efekty pozytywne były widoczne jak najszybciej.
Ania, Przemek i Julka Wieczorek
Cesarskie cięcie a poród naturalny
Odkrywam Macierzyństwo - nowe wydanie, uzupełnione
Zdrowa dieta dla kobiet w ciąży
Dieta po porodzie
Przygotowanie do naturalnego porodu poprzez wizualizację.
Poród w harmonii z naturą
Dotyk miłości. Masaż niemowląt.